poniedziałek, 20 czerwca 2016

#Insignis premiery i zapowiedzi

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamiętaj – małe rzeczy są ważne.
„Book of YOU”, pierwsza niekucharska książka współautorstwa Jamiego Olivera, już w księgarniach.
Chcesz mieć zdrowe i szczęśliwe życie?
Nie wiesz, od czego zacząć?
Trudno ci dotrzymać swoich postanowień?
Jamie Oliver wraz z zespołem specjalistów przygotował dla ciebie książkę „Book of YOU”.
Dzięki niej przekonasz się, jak za pomocą mikroakcji zyskać nowe, lepsze nawyki!
Naprawdę, wystarczy minuta każdego dnia!
Sprawdź, jak małymi krokami osiągnąć trwałą zmianę!
„Book of YOU” już w księgarniach.

Spot promujący książkę
https://youtu.be/NIDl-4pnreM
Wydawnictwo Insignis poleca „Book of YOU” – wyjątkową książkę, która powstała jako owoc współpracy uznanych ekspertów od zdrowego stylu życia, wśród których znalazł się sam Jamie Oliver, autor kultowych książek kulinarnych.
„Book of YOU” to poręczny, pięknie wydany zbiór mikroakcji – niewymagających wielkiego wysiłku ani, co równie istotne, wielkiego samozaparcia czynności, wykonywanych w toku codziennych obowiązków.
Jak pokazują autorzy, życie jest sumą wielu mikroakcji, a każda z nich ma znaczenie dla naszego samopoczucia. Trwałe zmiany w naszych nawykach i stylu życia dokonują się małymi krokami. Jeśli zatem chcemy skutecznie dokonać takich zmian, wystarczy skupić się na mikroakcjach – drobnych, przychodzących z łatwością czynnościach.
W książce znajduje się 365 różnorodnych zadań, przygotowanych przez ekspertów z różnych dziedzin pod czujnym okiem neurobiologów. Przejrzysta, poręczna książeczka z barwnymi ilustracjami może stać się całorocznym towarzyszem każdego czytelnika i wydatnie pomóc mu w dążeniu do zdrowego i szczęśliwego życia.
Każda mikroakcja należy do jednej  z czterech kategorii.
JEDZENIE: Jedzenie jest tak ważną częścią życia, że małe, proste zmiany wprowadzone w tej dziedzinie mogą wydłużyć je o całe lata. Nie dotyczą jedynie tego, co jesz, ale też jak, kiedy, ile i z kim. Mikroakcją nie jest „Zrezygnuj z czekolady”, ale „Zjedz warzywo na przekąskę”.
UMYSŁ: To umysł decyduje o tym, kim jesteś i jak się zachowujesz. Nie jest to ustalone raz na zawsze i można to wytrenować. Mikroakcje związane z umysłem dotyczą uważności (bycia tu i teraz), produktywności i dobrej organizacji (naszej relacji ze światem zewnętrznym). Mikroakcją nie jest „Posprzątaj cały dom”, ale „Uporządkuj szafkę kuchenną”.
RUCH: Mikroakcje z tej kategorii dotyczą ruchu na co dzień – są to małe i łatwe ćwiczenia, które możesz bez trudu włączyć do swojego planu dnia. Mikroakcją nie jest „Weź udział w triatlonie”, ale „Przez dwie minuty biegaj w miejscu”!
MIŁOŚĆ: Niech to hasło cię nie zmyli – nie chodzi tu o romantyczne uniesienia, ale o twoje relacje z samym sobą i z innymi. Są one niezmiernie istotne. Gdy kogoś traktujesz dobrze, wyzwala to w nim pozytywną reakcję, która z kolei wyzwala pozytywną reakcję w tobie. Mikroakcją nie jest „Znajdź nowego przyjaciela”, ale „Nawiąż z kimś kontakt”.
Wszyscy chcemy wieść zdrowe i szczęśliwe życie.  Zmiany na lepsze bywają jednak trudne, a czasem  niełatwo dostrzec, co powinniśmy robić, by do nich doprowadzić.
Twoje życie jest sumą mikroakcji, które  podejmujesz na co dzień. Każda decyzja ma znaczenie. 
„Book of YOU” pozwoli ci dokonać dużych zmian –  mikroakcja po mikroakcji.

Bo małe rzeczy są ważne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
OFICJALNY PREQUEL FILMU WARCRAFT: POCZĄTEK.
W świecie Draenoru silny i niezależny Klan Mroźnego Wilka musi mierzyć się z coraz surowszymi zimami i malejącą populacją raciczników. Kiedy na Grani Mroźnego Ognia pojawia się tajemniczy Gul’dan i roztacza przed Wilkami wizję nowych, wspaniałych terenów łowieckich, wódz klanu, Durotan, staje przed niezwykle trudną decyzją – porzucić terytorium, dumę i tradycje klanu czy poprowadzić swój lud w nieznane?
ORYGINALNA OPOWIEŚĆ O PRZETRWANIU, KONFLIKCIE I MAGII, POPRZEDZAJĄCA WYDARZENIA PRZEDSTAWIONE W FILMIE WARCRAFT: POCZĄTEK.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chrisite Golden
Warcraft
Oficjalna powieść filmu Warcraft: Początek

Opis pełny:
W Azeroth dotychczas panował pokój, lecz teraz kraina ta stoi na skraju wojny – jej cywilizacja musi stawić czoła przerażającej rasie najeźdźców: wojowniczych orków, którzy uciekają ze swego konającego świata i zamierzają podbić inny. Kiedy otwiera się łączący światy portal, jedna armia staje w obliczu zniszczenia, druga – zagłady. Dwaj bohaterowie z dwóch wrogich sobie stron zmierzają do konfrontacji, która rozstrzygnie o losie ich rodzin, poddanych i ojczyzn. Tak oto rozpoczyna się opowieść o potędze i poświęceniu, w której wojna ma niejedno oblicze, a każdy walczy o słuszną z jego punktu widzenia sprawę.
Film Warcraft: Początek to pełen rozmachu obraz z wytwórni Legendary Pictures oraz Universal Pictures, stworzony na podstawie globalnego rozrywkowego fenomenu firmy Blizzard.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



William King - World of Warcraft: Illidan
Illidan Stormrage jest jedną z najpotężniejszych istot, jakie kiedykolwiek przemierzały ziemie Azeroth. Pozostaje też z pewnością najmniej rozumianym z wielkich tego świata. Za jego legendą i tajemniczymi poczynaniami kryje się bowiem błyskotliwy umysł, którego plany i machinacje niewielu potrafi pojąć, a jeszcze mniej – im zaufać. Rozpoczyna się panowanie Illidana, dawno przezeń zasłużone, rozpoczyna się walka o sprawiedliwość. Jego rządy przeniosą na zupełnie nowy poziom intrygującą fabułę, oszałamiającą przygodę i heroizm bohaterów World of Warcraft, najlepiej sprzedającej się gry wideo wszech czasów.
Dawno temu Illidan, nocny elf i czarownik, przeniknął w szeregi Płonącego Legionu, by powstrzymać inwazję demonów na Azeroth. Ale pobratymcy zamiast wychwalać go jako bohatera, nazwali Illidana Zdrajcą, kwestionując jego intencje po tym, jak nabrali podejrzeń, że pomaga władcom demonów.
Przez dziesięć tysięcy lat gnił w więzieniu, oczerniony i osamotniony, ale nawet na chwilę nie zapomniał o swoim celu. A teraz Legion powrócił i tak naprawdę tylko jeden czempion może stawić czoła demonom. Uwolniony z pęt Illidan szykuje się do ostatecznej konfrontacji w obcym świecie Rubieży, zbierając armię spaczonych orków, wężowych nag, przebiegłych krwawych elfów i przemienionych łowców demonów. Nikt nie zna motywów kierujących jego krokami i tylko on rozumie, jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za pokonanie wrogów wszelkiego stworzenia. Jak przed wiekami zostaje zaatakowany przez tych, którzy w jego planach widzą jedynie cyniczną pogoń za potęgą – w tym przez Maiev Shadowsong, która pilnowała go, gdy tkwił w więzieniu. Strażniczka Shadowsong i jej oddział nocnych elfów wyruszyli za Zdrajcą aż na Rubież, chcąc go ukarać, i nie zatrzymają się, póki Illidan nie trafi do więzienia… albo nie spocznie w grobie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

niedziela, 1 maja 2016

#Łaciata recenzja ~ 65


"dEfekt Lucyfera" - Rafał Wałęka

"dEfekt Lucyfera" jest książką, którą miałam okazję przeczytać, dzięki uprzejmości autora, Rafała Wałęki i jego chęci współpracy ze mną. Przyznam szczerze, że miałam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, gdyż nie należy ona do gatunku literackiego, który czytam często, który jakoś mnie pociąga, wręcz przeciwnie.

Na początku chcę powiedzieć, a właściwie zwrócić się do autora z pewnym tematem do dyskusji. Otóż nie zgadzam się z widniejącym na okładce cytatem, mówiącym o tym, że zło to niezbędny błąd Boga. Kto powiedział, że zło zostało stworzone przez Boga? Bo prawda jest taka, że zło powstaje inaczej, a przynajmniej ja uważam, że jest inaczej. Zło powstaje w wyniku wolnego wyboru człowieka. Rodzi się, gdy mamy zbyt wiele możliwości przed sobą, gdy sami musimy przypilnować siebie, ale to nie jest wina Boga. To wynik miłości. Tę refleksję pozostawiam wszystkim czytelnikom na później.

Ważnym punktem zaczepnym, marketingowym jest okładka książki. Bardzo komiksowa, nacechowana na literaturę dla mężczyzn (to tylko moje subiektywne odczucie), ale przyciągająca wzrok czytelnika. To dla mnie zawsze jest ważne i zwracam na to uwagę, gdyż jestem zwolennikiem ładnych, geometrycznych okładek. Z chęcią zobaczyłabym tę książkę w twardej oprawie, ale wiem, że autor raczej nie ma na to wpływu. Jedynym minusem, który dostrzegłam w wykonaniu książki są białe, rażące tą czystością strony, które osobom wrażliwym na światło, utrudniają czytanie. 

Fabuła książki jest bardzo, ale to bardzo nietypowa. Czytając, doświadczałam wiele razy uczucia grozy i przejęcia, szczególnie, gdy poddawałam się lekturze wieczorem,po zmierzchu (nie  polecam tej opcji osobom z chorym sercem, co znaczy, że sobie też nie). Uważam jednak to za plus książki, bo dobra książka to ta, która potrafi omamić czytelnika ferią uczuć, które potrafi w nim wywołać. Wiadomo, jak to kryminał, wypada by intrygował i przerażał kiedy trzeba.

Ważnym aspektem każdej książki jest kreacja bohaterów i również w tej sferze nie zawiodłam się na piórze autora, który debiutował "dEfektem Lucyfera" na mojej półce. Postacie są naszkicowane charakterystyczną kreską, każdy jest inny, a mimo to tylko razem tworzą całość i coś ich łączy, takie jest moje odczucie. Przyznam, że nie zanudziłam się przy nich. Jeden czuły, drugi przebiegły, trzeci chytry. Pełen zestaw.  

Może "dEfekt Lucyfera" nie jest książką, nad którą mogłabym się rozwodzić godzinami, bo w gruncie rzeczy nie jest to długa książka ( liczy zaledwie 270 stron), ale myślę, że warto ją przeczytać, skoro skusiła mnie, osobę nie będącą zwolennikiem kryminałów, thrillerów itp. Żeby ją dobrze zrozumieć, należy czytać uważnie, rozdzielać pewne wątki. Uważam, że ta książka uczy czytania, sprawdza, na ile jesteśmy w tym dobrzy. To niesamowite!

Rafał Wałęka to polski autor, który nie jest powszechnie znany. Wiem, jak trudno wybić się w Polsce na rynku wydawniczym, ale trochę szkoda, że niektóre osoby są skazane na zmarnowanie w cieniu, nie z własnego wyboru. Odkrywajmy polskich pisarzy! Wiem, że większość osób jest uprzedzona do polskich autorów, bo nasz kraj zdominowała globalizacja w postaci literatury obcej. To złe i niesprawiedliwe. Z tego względu cieszę się, że osoby takie jak Pan Rafał, tworzą bez względu na popyt oraz godnie i honorowo reprezentują naszą narodowość.

"dEfekt Lucyfera" polecam każdemu, kto nie jest przekonany do polaków, kryminałów, czy innowacyjnej literatury. Ta książka zmieni Wasz pogląd na każdy z tych aspektów, jeśli tylko jej na to pozwolicie. Czytajmy to, co polskie! Bo polskie znaczy dobre i nasze! Ta książka tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.
"W przeciwieństwie do wojny, gdzie snajper myli się tylko raz, miłość może zabijać wielokrotnie. Samoodnawialna broń, która atakuje ciebie i innych. Raz zabija powoli i boleśnie, a innym razem nagle i równie skutecznie."

środa, 20 kwietnia 2016

#Łaciata recenzja ~ 64


"Wszystkie jasne miejsca" - Jennifer Niven

"Wszystkie jasne miejsca" to jedna z tych książek, które przeczytałam zbyt późno, która zbyt długo stała na półce nietknięta, bo brakowało czasu, chęci i zaparcia, by po nią sięgnąć. Jak możecie się domyślać, to był wielki, wielki, ale to wielki błąd, żeby nie określić tego nawet mianem NAJWIĘKSZEGO CZYTELNICZEGO BŁĘDU CAŁEGO MOJEGO ŻYCIA. Chociaż tak, to chyba jedyne trafne określenie, które przychodzi mi teraz na myśl, gdy oceniam moją głupotę. Z drugiej strony nie mogłam przewidzieć, jak bardzo ta powieść na mnie zadziała. 

Niepozorny tytuł "Wszystkie jasne miejsca" przywiódł mi na myśl prostą, przyjemną młodzieżowa historię o zakochaniu, która jednak nie zostaje z czytelnikiem na zawsze, nie zmusza do refleksji. To był bardzo mylny tok myślenia. Stwierdzam, że muszę od dzisiaj zwracać większą uwagę na napis "Myślnik", który wydawnictwo Bukowy Las umieszcza na najbardziej wartościowych książkach - moim zdaniem oczywiście - które publikuje.

Powieść autorstwa Jennifer Niven poruszyła mnie do głębi i odcisnęła ogromny ślad na mojej duszy, gdyż poruszyła temat przemijania, temat tego, co w życiu ważne. Nie mam pojęcia, czy moja tak bardzo pozytywna opinia wynika z tego, jaka jest moja wrażliwość, jak ja odbieram ten świat, na co zwracam uwagę czy też co jest dla mnie ważne, jednak to zdanie, które teraz wypowiem będzie dla wszystkich, którzy mnie znają wielkim szokiem.

Wszem i wobec stwierdzam, że "Wszystkie jasne miejsca" to książka o niebo lepsza i bardziej głęboka niż "Gwiazd naszych wina", która do tej pory stała na moim książkowym piedestale. 

Theodore Finch to dla mnie jeden z najbardziej pozytywnych bohaterów, jakich miałam okazję poznać. Co niecodzienne, jest tak samo bardzo poważny, jak zabawny i postrzega świat przez wzgląd na drobiazgi, te malutkie rzeczy, które je tworzą. Ta cecha Fincha przypomniała mi o "Ani z Zielonego Wzgórza" autorstwa Lucy Maud Mongomery, którą bardzo lubiłam w dzieciństwie. To chyba największe zaskoczenie i nagroda dla czytelnika, jeśli bohater potrafi w jakimś stopniu go odzwierciedlić, przypomnieć mu o czymś dobrym, co zatraciło się w pędzie życia. Zawsze, gdy czytam książkę z taką postacią, to łatwiej mi jest wejść w ten świat, zrozumieć go i całkowicie się mu oddać. Uwierzyć. Dzięki Finchowi dużo się nauczyłam i przede wszystkim więcej zobaczyłam, ponieważ skutecznie otworzył mi oczy.

Violet nie jest dla mnie tak spektakularna, ale uważam, że bez niej ta historia nie mogłaby istnieć, bo ona przedstawia zagubienie, przedstawia chaos po stracie bliskiej nam osoby. Jest wiarygodna. Jej zachowanie nie jest naciągane, choć w kilku recenzjach natknęłam się na podobną opinię o tej bohaterce. Chciałabym się do tego odnieść. Ja również straciłam w swoim życiu bliskie mi osoby. Wiem, jak się zachowywałam, bo teraz, gdy jest mi łatwiej, bardziej zdaję sobie z tego sprawę i nikt nie może mi powiedzieć, że to co robiła Violet Markey, było kłamstwem, manipulacją czy przesadą. Nie było. Nie rozumiem czemu recenzenci oceniają tę kwestię, jeśli nie mają pojęcia, co znaczy słowo "strata", ponieważ moim zdaniem każdy może przeżyć ją inaczej i radzić sobie z tą stratą na swój własny sposób. Ja rozumiem i szanuję drogę, którą wybrała dla siebie Violet.

Jak widzicie powyżej, jestem bardzo emocjonalnie związana z bohaterami "Wszystkich jasnych miejsc", bronię ich i nadal będę broniła. Oczywiście, nie każdy może tę książkę odczuć w podobny sposób. Dla kogoś innego, kto nie jest mną, może to być zwykła, lekko słodka, lekko gorzka, a momentami nawet nieznośna historia miłości dwójki młodych ludzi, którzy razem pracują nad projektem z geografii, zwiedzają wiele miejsc, które są nietypowe, zapomniane, dziwne, a jednak bardzo fajne. Jasne, tak również może być. Moim zdaniem cała ta historia obrazuje ludzkie życie, to jakie jest nieprzewidywalne, to jak bardzo może nas ranić...

Co jeszcze powinnam powiedzieć? Głęboko się zastanawiam, gdyż mam wrażenie, że ta recenzja jest już całkiem długa, a ja jeszcze nie powiedziałam nawet połowy tego, czym chciałabym się z Wami podzielić. 

Przede wszystkim warto zauważyć, że powieść Jennifer Niven jest jedną z tych książek na mojej półce, w której mam zaznaczonych bardzo wiele cytatów, ale i jedną z tych niewielu egzemplarzy, do których zamierzam powrócić. Cieszę się bardzo, bo ta książka pomogła mi zamknąć pewien rozdział mojego życia, albo przynajmniej się z nim pogodzić. Jak dotąd nie rozumiałam wielu rzeczy, co uniemożliwiało mi podjęcie jakiejkolwiek decyzji w tym temacie. 

Kolejnym aspektem, który obiecałam sobie poruszyć w mojej recenzji jest fakt, iż dużo zaznaczonych przeze mnie cytatów pochodzi z książki "Fale", która odgrywa znaczącą rolę w życiu głównych bohaterów stworzonych ręką Jennifer Niven. Autorka zachęciła mnie do sięgnięcia po tę książkę i mimo tego, że jeszcze po nią nie sięgnęłam, to mogę się dzisiaj pochwalić, że gości już ona w mojej biblioteczce, z czego jestem bardzo dumna. Wykorzystanie tak starego utworu jest bardzo inteligentnym zabiegiem we współczesnej literaturze, bo może zachęci nie tylko mnie, by do takiej książki zajrzeć, by poznać klasykę i spojrzenie na świat osób starszych ode mnie, które więcej przeżyły. To naprawdę niesamowite rozwiązanie, miejmy nadzieję, że tak owocne jak sądzę.

Przechodząc do części bardziej przyziemnej, takiej jak np. styl pisania autorki, muszę przyznać, że książka wykonana jest bardzo dobrze. Tłumaczenie jest dokładne, całość czyta się bardzo płynnie, a ogólny wydźwięk książki jest bardzo lekki i przyjemny, co zapewne jest wielkim plusem tejże książki. Dla kolekcjonerów pięknych okładek walorem będzie front "Wszystkich jasnych miejsc". Przyznam, że osobiście bardzo lubię stosowanie minimalizmu w projekcie okładki, więc rozwiązanie zastosowane przez Bukowy Las w pełni mnie satysfakcjonuje, bo wyraża tę książkę w pełni i jest estetyczne.

Podsumowując, gdyż nie chcę się już powtarzać i bardziej odkrywać. Musicie przeczytać wszystkie jasne miejsca, by poznać niesamowitą, nieprzeciętną historię miłości Theodore'a i Violet i zrozumieć, czemu ja kibicuję tej parze. Wspaniała lektura na jeden z wiosennych dni, która sprawi, że wreszcie otworzycie oczy albo serce, którym podobno widzi się najlepiej.

A wydawnictwu Bukowy Las dziękuję za możliwość przeczytania tejże powieści, za egzemplarz recenzencki, który mi przysłaliście i za wydawanie tak pięknych historii oraz całej serii "Myślnik".



"Miłość jest naprawdę wielkim potwierdzeniem. Chce się i s t n i e ć, chce się coś z n a c z y ć, chce się umrzeć - jeśli się umierać musi - godnie, głośno, słowem z o s t a ć"