wtorek, 28 lipca 2015

#Łaciata recenzja ~ 37

"Duff" - Kody Keplinger


   "Duff" to książka, którą przeczytałam po obejrzeniu ekranizacji o tym samym tytule. Niestety, jak się okazuje, film, a książka to dwie kompletnie inne historie tych samych bohaterów, co może działać zarówno na plus jak i na minus.
   Na plus dlatego, że mimo wszystko czytelnik jest zaskoczony totalnie niespodziewaną historią Bianki, a na minus, gdyż chciał przekonać się jak pisarz wybrnął z trudu stworzenia Bianki takiej, jaką przedstawiła nam filmowa Mae Whiyman.

   Mi książka się w gruncie rzeczy podobała ze względu na to, że lubię szczęśliwe zakończenia. Początkowo jednak odnosiłam wrażenie, że to troszkę patologiczna książka. Nie zrozumcie mnie źle, ale rozwój wypadków w życiu siedemnastoletniej bohaterki nastąpił tak szybko, że sama byłam bliska zagubienia. Nieoczekiwany rozwód rodziców, pijany, agresywny ojciec i uprawianie seksu ze szkolną męską dziwką (chłopakiem, którego się nienawidzi za tę rozwiązłość) - absolutnie nienormalne.

   Cieszę się jednak, że Wesley zmienił się dla Bianki, bo tym samym zdobył moje uznanie i przychylność mimo głupot, które wyczyniał. Do końca książki kibicowałam właśnie jemu, gdyż Toby był dla mnie zbyt ułożony, przesłodzony i lekko snobistyczny. 

   Bardzo podobał mi się motyw przyjaźni  w tej powieści i myślę, że wiele młodych dziewczyn powinno ją przeczytać choćby dlatego. 

   Język użyty w książce jest typowy dla licealistów i myślę, że wulgaryzmy nie stanowią tutaj elementu, który mógłby kogokolwiek zniesmaczyć. Osobiście zdążyłam się już przyzwyczaić do prostego języka w książkach, więc nie robiło mi to żadnej różnicy, a wręcz pasowało do bohaterów.
 
   Okładka, którą możecie zauważyć na zdjęciu jest filmowa, co dostaje ode mnie wielgachnego łacietego plusa, gdyż kocham wszystkie filmowe okładki! 

   "Duff" naprawdę nadaje się na wakacje mimo, że bohaterowie chodzą do szkoły, jednak na słoneczne dni lata polecam lekkie lektury, a to z całą pewnością jejst właśnie taka książka. Przeczytałam ją bardzo szybko i naprawdę mnie wciągnęła.

   "Nieważne, jak daleko wyjedziesz ani czym się zajmiesz, rzeczywistość w końcu cię dogoni."

   Za książkę składam serdeczne podziękowania wydawnictu Harper Collins Polska. :)


Misia.
OCENA KSIĄŻKI:  5

czwartek, 23 lipca 2015

#Łaciata recenzja ~ 36

"Szalony grill" - DJ BBQ


   "Szalony grill" to kolejna książka z FOODTube'a Jamiego Olivera, którą posiadam. Tak, jak przy wszystkich pozostałych książkach pochodzących z tej kulinarnej serii, powiem, iż fotografie są cudowne! <3

    Miałam okazję przetestować przepis na diabelnie pyszne szaszłyki z żabnicy z tym, że zamiast żabnicy użyłam piersi z kurczaka. :) Gorąco polecam, gdyż wyszły palce lizać! :) Ten przepis znajdziecie na stronie 48.

   Więc jeśli planujesz grilla i chciałbyś/ chciałabyś pochwalić się swoją wiedzą kulinarną i zdolnościami, zaopatrz się w tę książkę, poznaj przepisy DJ BBQ oraz krótką historię jego początków! :)

   Polecam! Szczególnie na te upalne wakacyjne dni, kiedy pogoda jest świtna i marzysz tylko o świetnym jedzeniu! :)

   Za przekazanie książki dziękuję wydawnictwu Insignis! :)

Misia.
OCENA KSIĄŻKI:  66

#Łaciata recenzja ~ 35

"Rodzinne przysmamki" - Kerryann Dunlop


   "Rodzinne przysmaki" to jak sama nazwa podpowiada zestaw potraw dla całej rodziny począwszy od dań głównych, przekąsek po koktaile itp.

   Jeżeli Twoje dziecko marudzi, nie chce pomidorowej, a Ty nie wiesz, co powinnaś zrobić, żeby zjadło ze smakiem, sięgnij po przepisy autorstwa Kerryann Dunlop!

    Kolorowe, estetycznie wykonane zdjęcia zachęcą do jedzenia każdego nie tylko Twoje dziecko,  a historia Kerryann umili czas podczas gotowania! 
   "Rodzinne przysmaki" na pewno przydadzą Wam się w kuchni, możecie je ze sobą zabrać do koleżanki, kolegi lub wspomóc jakiegoś strudzonego rodzica w potrzebie! :) Świetny pomysł na prezent!

   Niewiele mogę o tej książce poza tym powiedzieć, gdyż jeszcze nie miałam okazji sprawdzić żadnego z pięćdziesięciu przepisów, ale zamierzam uczynić to już w krótce! :)

   Za książkę dziękuję wydawnictwu Insignis! :)

Misia.
OCENA KSIĄŻKI:   6

#Łaciata recenzja ~ 34

"Sezonowe słodkości" - Cupcake Jemma


    
    "Sezonowe słodkości" to książka zawierająca przepisy na ciasta, babeczki i inne słodkości!

   Na dużą uwagę zasługuje grafika książki, gdyż jest to przepiśnik, a nie powieść. Zdjęcia, które umieszczono w środku są po prostu przepiękne! Wspaniała jakość i ostrość fotografi zachęca do jedzenia, zaostrza apetyt!
   Przepisy są czytelne, wydają się być proste i przyjemne! :)
    "Sezonowe słodkości" tak ja sama nazwa wskazuje podzielono na pewne sezony, a mianowicie pory roku. Więc jeśli w letni wieczór, bądź zimowy poranek zachce Ci się zjeść coś słodkiego, zajrzyj do przepisów Cupcake Jemmy.

   Dodatkowo na początku książki znajdujemy przedmowę Cupcake Jemmy, która jest autorem przepisów oraz krótką opowieść o tym, jak Jamie Oliver ją poznał, co jest bardzo fajnym załącznikiem.

   Polecam wszystkim młodym ludziom - dziewczynom i chłopakom, by mogli sami stworzyć piękne, słodkie dzieło sztuki! :)

   Zachęcam wszystkich, którzy lubią gotować lub chcą się nauczyć czegoś z dziedziny domowych wypieków. 

    Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Insignis! :)


Misia.
OCENA KSIĄŻKI:  6


środa, 22 lipca 2015

#Łaciata recenzja ~ 33

"Poradnik pozytywnego myślenia" - Matthew Quick

Z dedykacją dla Weroniki Szlejter! :)


   Mecze drużyny Orłów na stadionach, oglądanie transmisji w napięciu z tatą i bratem, spotkania z przyjaciółmi oraz wyciskanie siódmych potów na Masterze 6000 po to, by wyrobić sobie niezłą muskulaturę...
   To może być życie każdego mężczyzny... i takie jest właśnie życie Pata.
   Dodajmy do tego tylko terapeutę i lekkie problemy psychiczne.
   "Poradnik pozytywnego myślenia" to książka opowiadająca historię rzekomo Pata i Tiffany, lecz dziewczyna wydaje się tu być postacią drugoplanową. To historia o tym, jak Pat rozpaczliwie próbóje odzyskać swoją żonę Nikki i stworzyć szczęśliwe zakończenie swojego życiowego filmu, który teraz ogląda.
   To historia, która pokazuje to, jak łatwo nam oszukiwać samych siebie, jak łatwo wypierać trudne zdarzenia. To historia, która pokaże Wam to, jak króchy jest człowiek.
   Pat to postać wyjątkowo pozytywna i miła. Ja z wielką przyjemnością poznałam jego życie.
   Jeżeli ktoś nie lubi powtorzeń zdań, wydarzeń itp., to nie wiem, czy jest to książka odpowiednia dla niego, ponieważ właśnie te nużące czasami powtórzenia odgrywają dużą rolę w utworze. 
   Wątek miłości jest w tej książce ukazany wyjątkowo dziwnie, spodziewałam się czegoś innego po opisie na okładce książki. Tutaj jest wiele milczenia i głównie cała relacja opiera się na podobnych stanach psychicznych Tiffany i Pata, jak i na tym,  że lubią przebywać w swoim towarzystwie, mają wspólną pasję jaką jest bieganie. 
   Jednak obserwowanie tego, jak budzi się w nich uczucie jest wyjątkowo przyjemne. Opiszę to jako lekko nieporadne zauroczenie nastolatków, a przecież Pat ma 35 lat.
   Książkę polecam na lato ludziom w różnym wieku i tym starszym i tym młodszym! Ta książka była dla mnie prawdziwym relaksem w gorące, nerwowe dni tych wakacji!
   Z chęcią obejrzę ekranizację powieści, gdzie w rolach glównych występują Bradley Cooper i Jennifer Lawrence, którą za rolę Tiffany uhonorowano Złotym Globem i Oscarem oraz sięgnę po kolejne powieści Matthew Quicka. 
   Zatraćcie się w nieopisywanej dotąd monotonii "Poradnika pozytywnego myślenia"! :)


" Robię, co w mojej mocy. Nie zawiodę Cię. Pamiętaj, przyszłość zaczyna się dziś."

Misia. 
OCENA KSIĄŻKI:   6

wtorek, 21 lipca 2015

#Łaciata recenzja ~ 32

"Ogień i woda" - Victoria Scott

   

   "Ogień i woda" to książka, która porwała mnie do reszty! Zapewne ze względu na to, że jestem fanką "Igrzysk śmierci" Susanne Collins.

   Tella jest osobą bardzo opiekuńczą i wierną. I JAKO JEDNA Z NIEWIELU GŁÓWNYCH BOHATEREK PRZYPADŁA MI DO GUSTU! Zwykle niestety znajduję całkiem sporo wad w postaciach pierwszoplanowych, które tak mnie denerwują, że niemiło mi się czyta. 

   W bohaterach powieści Victorii Scott po prostu nie można się nie zakochać! Guy jest człowiekiem zamkniętym w soobie, co - o dziwo - nie nadaje mu negatywnego wizerunku, a jest dojrzałe i wręcz urocze, jak dla mnie.

   Podziwiam autorkę za to, że stworzyła coś tak fajnego jak "proces selekcji pandory" i te wszystkie pomocne zwierzątka, których los nie zawsze był prosty! Pokazanie przyjaźni między zwierzęciem i człowiekiem jest wyjątkowo piękne w tej książce.

   Ponadto "Woda i ogień" to źródło naprawdę ważnych wartości takich jak rodzina, przyjaźń czy przywiązanie. To książka, którą każdy nastolatek powinien przeczytać. :)

   Fabuła jest wartka, zaskakuje i wciąga! Potrafi przerazić, rozczulić i trzymać w napięciu! To wyjątkowo dobra przeplatanka emocji! Jednego dnia przeczytałam ponad 200 stron bez przerw na jedzenie czy picie! :)

   Jednak pierwszym co mnie ujęło była przepiękna okładka, która wyjątkowo mi się podoba. Jest intrygująca, bardzo tajemnicza i nie wiadomo czego można się spodziewać po środku książki, jednak muszę Wam powiedzieć, że idealnie zgrywa się z fabułą! Wspaniałe dzieło Jadwigi Burek! Moje gratulacje! :)

   Osobiście mam nadzieję, że w bardziej nieokreślonej przyszłości doczekam się ekranizacji powieści Victorii Scott i będę mogła podziwiać Madoxa, który skradł mi serce! Nie będę zdradzać kim jest owy bohater, musicie przeczytać! Czekam na kolejny tom "Kamień i sól", który ukaże się już wkrótce! :)

   Gorąco polecam na te upalne dni lata! Idealna książka do wzięcia na piknik, nad wodę czy w góry! Fani Igrzysk Śmierci - to jedna z Waszych lektur obowiązkowych! 

   Ja się nie zawiodłam! Teraz to Wy musicie ruszyć w Piekielnym Wyścigu, by uratować chorych bliskich!

"WIĘC PO PROSTU WRÓĆ DO DOMU. WRÓĆ DO DOMU. OKEY? WRÓĆ DO DOMU. WIEM, ŻE NIE ZAWSZE JESTEM DLA CIEBIE MIŁY, ALE TO TYLKO ŻARTY. WIESZ TO, PRAWDA? NIGDY CI TEGO NIE POWIEDZIAŁEM, ALE MYŚLĘ, ŻE JESTEŚ CAŁKIEM FAJNA. NIGDY CI TEGO NIE POWIEDZIAŁEM, ALE KOCHAM CIĘ TAK MOCNO, ŻE TO AŻ BOLI. UMARŁBYM NAWET JUTRO, JEŚLI TO MOGŁOBY SPROWADZIĆ CIĘ DO DOMU."

   Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI. :)
Misia.

OCENA KSIĄŻKI:  6

czwartek, 16 lipca 2015

#Łaciata recenzja ~ 31

"Harry Styles. Narodziny gwiazdy." - Alice Montgomery


   Książka autorstwa Alice Montgomery to biografia jednego z piątki ( lub czwórki, jak kto woli) członków One Direction! Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć tego, jakim fenomenem okazał się ten brytyjski boysband. 
    Każdy z chlopców jest inny, co działa pozytywnie na ogólny wygląd zespołu. Totalnie zwariowany i śmieszyny jest Harry!

   "Narodziny gwiazdy" pokazały mi inne oblicze X-Factora, a nawet jego - jak się okazuje - niesprawiedliwość oraz prawdziwą twarz Harry'ego. Autorka książki nie pomija żadnego z jego związków, wszystko dokładnie wyjaśnia i opisuje, ze względu na to nie polecam tej książki dziewczynom , które patrzą na bruneta przez pryzmat różowych okularów!  Dla Waszych serc byłby to zapewne kataklizm i definitywny koniec! No chyba, że jesteście na tyle twarde, by wmawiać sobie, że to nieprawda, a Harry nadal jest Wasz. Zapewne tak jest!

    Chciałabym zwrócić uwagę na bardzo dobry podział rozdziałów, co jest ważne w przypadku biografii, gdyż czytelnik może zechcieć poddawać tę pozycję lekturze wyrywkowo. Lub wrócić do pewnego okresu życia Harrego nieco później. 

    Ogólnie oceniając sposób w jaki została napisana ta książka, muszę powiedzieć, że czytało mi się ją wyjątkowo szybko i płynnie, co jest wielką zaletą, ponieważ niekażda  biografia wciąga tak, jakgdyby była książką o wielowątkowej fabule.

   Przechodząc do oprawy....
   Bardzo się cieszę, że "Harry Styles. Narodziny gwiazdy." pojawiło się na rynku w twardej oprawie, choć - jak przyznam - nie sprawdzalam, czy nie istnieje również w miękkiej, lecz zdecydowanie polecam wykonanie, które znalazło się na zdjęciu. Książka w twardej okładce od razu budzi w czlowieku myśl otym, że jest wartościowa oraz po prostu wygląda ładnie i jest odporniejsza na uszkodzenia. 
   Dodatkowo ten egzemplarz wzbogacono o zdjęcia, ktorych ja osobiście nie spotkałam  w internecie ani też żadnej innej książce, więc tutaj kolejny łaciaty plusik przyznam bez mrugnięcia okiem. 
   W środku czeka na nas niespodzianka w postaci wielkiego plakatu, oczywiście, z wizerunkiem Harry'ego, lecz również z okładką książki, co jest bardz fajnym dodatkiem, jeśli jest się fanem zespołu lub samego Styles'a.
   Przyznam, że ten plakat przez długi, długi czas ozdabiał moją ścianę, lecz niestety, a może i stety już wyrosłam z bycia directionerką, ale to nie znaczy, że znienawidziłam One Direction. Lubię sobie czasem otworzyć biografię Harry'ego i przypomnieć sobie jak to było parę miesięcy temu, kiedy szalałam na jego punkcie i pośmiać się z samej siebie. Haha!
   
   Książkę polecam rodzicom, których córki opowiadają o swoim "mężu" imieniem Harry, lecz nie Potter, a Styles, by zapoznali się ze swoim wyimaginowanym zięciem, bo warto. :)

   Książka Alice Montgomery jest lekturą odpowiednią dla każdego, kto wybiera się do X-Faxtora, rozpoczyna swoją karierę muzyczną lub po prostu nudzi się w wakacyjny dzień! :)

"Przez cały ten czasie poczucie humoru Harry'rgo nie zmieniło się. Kiedy przyszedł do studia Radio 2, stwierdził, że zespół dostaje wynagrodzenie w postaci żelków w kształcie buteleczek coli. A gdy zapytano go, co będzie, gdy ich singiel odniesie sukces, odpowieidział: "Chyba trzeba będzie podnieść stawkę, więc może zdecydujemy się na batoniki czekoladowe" - musieliby dostać wiele takich batoników, żeby zapłacić za bilety na Grand Prix."


Z pozdrwieniami dla Directionerek!

Misia.
OCENA KSIĄŻKI:  5 



#Łaciata recenzja ~ 30

"Jesień w Brukseli" - Katarzyna Targosz



   Na temat "Jesieni w Brukseli" mogłabym mówić i mówić, lecz tutaj nie ma, aż tyle miejsca, by Was zanudzać moimi osobistymi przemyśleniami.
   Najważniejszym za co cenię tę książkę, a co ona bardzo dobrze ukazuje, jest powrót do wiary. Ze względu na to, że - jak pewnie zdążyliście zauważyć - jestem osobą głęboko wierzącą jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem i miłą niespodzianką. Większość pisarzy - i nie mam tu na myśli wyłącznie polskich - odchodzi od Boga. Bóg ludziom się znudził! To stereotyp!
   "Jesień w Brukseli" pokazuje, że mimo wszystko może być inaczej i to jest cudowne! 
   Autorka postarała się o naprawdę interesującą, współczesną fabułę i sam temat powinien zachęcić do czytania nie tylko kobiety, gdyż Konstancja (główna bohaterka) jest grafikiem i tworzy gry komputerowe, które bywają wulgarne.
   Fani zawiłych romansów też znajdą tu coś dla siebie, ponieważ Konstancja przechodzi przez wiele  niezobowiązujących relacji, szukając prawdziwej, bezpiecznej miłości, aż w końcu jej wybór pada na Bartka, którego od początku książki skreślała, gdyż wydawał jej się zbyt stateczny i po prostu nudny. 
   Bartek z Błoni to postać o wielu obliczach, która dopełnia cały przekaz tej książki. To typowy człowiek sukcesu, szeroko wykształcony, za którym trudno nadążyć! 
   Ja osobiście bardzo związałam się z bohaterami "Jesieni w Brukseli" i wiem, że na pewno co jakiś czas będę do nich zaglądać i sprawdzać, co się u nich dzieje - szczególnie u Konstancji, którą z chęcią poznałabym w prawdziwym życiu i zapytała o to, jak narodziła się jej sympatia do szczurzych figurek.
   Kolejnym, co udalo mi się wyczytać między wierszami jest samo pojęcie jesieni w książce. Każdy przechodzi jakąś jesień w swoim życiu, w książce była to Konstancja oraz Kropidlak, którego jesień zakończyła się tragicznie.
   Ojej! Naprawdę mogłabym dużo mówić o tej powieści, gdyż wiele w niej znalazłam! Naprawdę wiele! To książka o przywiązaniu i stracie, o milości, przyjaźni i rodzinie, o tym, jak pokrętny bywa nasz los i o tym, że tylko my mamy na niego wpływ, podejmując różne decyzje! 
   I na koniec podsumowanie całej powieści - to płomyk nadziei na to, że nasze życie może zawsze się zmienić na lepsze i nie wolno nam w to wątpić. 
   Ale jestem ciekawa, co ma na ten temat do powiedzenia autorka, której zadałam kilka pytań... zapraszam do czytania! :)

   "To był dzień, w którym zdalam sobie sprawę, że Bóg nie działa przez wielkie iluminacje, cuda i gromy z nieba. Nie działa głośno i spektakularnie, ale cicho i subtelnie. Poprzez ludzi. Ludzi stawianych na naszej drodze i sytuacje, jakie nas spotykają."

 1. Skąd pomysł na to, by pisać?
To nie tyle pomysł, co po prostu wewnętrzna potrzeba. Wierzę, że każdy z nas ma jakiś talent. Klucz, to odkryć ten talent i za nim podążać. Szlifować, rozwijać, to wręcz nasz obowiązek.
Ja od zawsze lubiłam pisać i się w tym spełniałam. Jest to coś, co mi wychodzi, co daje mi satysfakcję i coś, co kocham.


2.Co zainspirowało Panią do stworzenia postaci Konstancji?
Ja sama:)

3.Jak powstała Bruksela i ten niejednoznaczny tytuł?
O to, jak powstała Bruksela, trzeba by prawdopodobnie zapytać jej budowniczych:) To realnie istniejący budynek, jeden z wielu na krakowskim Osiedlu Europejskim.
Jeśli chodzi o tytuł, to tytuły moich powieści same do mnie przychodzą. Często jako pierwsze, jeszcze przed fabułą. Pojawia się w mojej głowie jakiś wyraz, czy zdanie, a potem dopiero myślę, co dalej. Z „Jesienią w Brukseli” było nieco inaczej, bo to w ogóle specyficzna książka. Tu od razu wiedziałam jaki ma być tytuł i jaka będzie fabuła. Wszystko było zgrane od samego początku. „Jesień w Brukseli” jest jednocześnie bardzo dosłowna (mamy przecież i jesień, i Brukselę), jak i wieloznaczna (jesień życia w przypadku Kropidlaka, czas przemian, schyłek jakiegoś etapu), w pewien sposób też myląca. Podoba mi się ta gra tytułu z treścią książki.


4.Co oznacza język użyty przez Panią w książce? W czym ma on pomóc? Jaka jest jego rola?
Jest to język, jakim posługuje się obecnie wielu trzydziestolatków (i nie tylko trzydziestolatków). Według mnie, prawdziwy język, nie wyidealizowany. Oczywiście, nie wszyscy przeklinają, nie wszyscy używają kolokwializmów, ale, nie oszukujmy się, większość ludzi nie mówi na co dzień językiem czysto literackim. Ja także nie.
„Jesień w Brukseli” jest bardzo prawdziwa (choć osobom, które mają inny styl życia i inne doświadczenia,  może wydawać się przerysowana), stąd też taki, a nie inny język opowieści.



5. Jak długo pisała Pani swoją książkę?
Około dwóch miesięcy, tak jak i poprzednią. Tak mam ze wszystkim – jak już się za coś na poważnie zabieram, to angażuje się całą sobą i nabieram tempa.

6.Co chciała Pani przekazać czytelnikowi pisząc tę książkę?
„Jesień w Brukseli” jest dla mnie książką szczególną. Pisząc moją pierwszą powieść („Wiosnę po wiedeńsku”) chciałam przede wszystkim dostarczyć czytelnikom rozrywki. Tworząc ją, zastanawiałam się czasami, czy dana scena będzie wystarczająco wciągająca, wystarczająco śmieszna, itd.
„Jesień…” powstawała inaczej. W dużej mierze pisałam ją dla siebie. Dlatego, że po prostu musiałam ją napisać. Ta książka to dla mnie w pewnym sensie rozliczenie z przeszłością.
Jeśli mam w jednym słowie zamknąć jej fabułę, to tym słowem jest„przemiana”. To powieść o tym, że zawsze można się zmienić, czasami nawet wtedy, gdy wcale się tego nie planuje. Opowieść o tym, jak życie zaskakuje, jak niespodziewanie podsuwa nam szanse i możliwości, a tylko od nas samych zależy, co z tym zrobimy. Czy zechcemy je wykorzystać i odmienić nasz los, czy też pozostaniemy w tym samym punkcie, popełniając w kółko te same błędy.
Muszę przyznać, że odbiór powieści mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że tak wiele osób, tak jasno odczyta ten przekaz; że odbierze powieść tak osobiście. Dostaje dziesiątki wiadomości od czytelniczek, w których piszą, że mają wrażenie, jakby czytały o sobie; że książka pomogła im się odnaleźć; że zmieniła ich życie… i najpiękniejsze ze wszystkich – podziękowania, że napisałam tę książkę. To dla mnie największa nagroda.

7. Czy któryś z bohaterów książki posiada cechy charakteru Pani lub Pani przyjaciół, bliskich?
To nie tajemnica, że w pisaniu inspiruję się prawdziwymi postaciami i wydarzeniami. Czasem bardziej, czasem mniej, ale większość moich powieściowych bohaterów ma swoje realnie istniejące pierwowzory. W „Jesieni…” wszystkie postaci są oparte – w większym, lub mniejszym stopniu - na ludziach, których znam, lub znałam.

8.Z którym z bohaterów "Jesieni w Brukseli" mogłaby się Pani zaprzyjaźnić?
Powtórzę za Konstancją, główną bohaterką „Jesieni…” – ja nie należę do zbyt przyjacielskich osób:) Ale jeśli pyta Pani o moją sympatię do poszczególnych postaci, to zdecydowanie Przemek jest moim ulubionym bohaterem spośród wszystkich, których stworzyłam. Natomiast w Bartku mogłabym się zakochać:)

9. Czy miewa Pani blokadę pisarską? A jeśli tak, to jak sobie Pani z nią radzi?
Tak, kryzysy twórcze się pojawiają. Nie radzę sobie z nimi w żaden szczególny sposób, po prostu przeczekuję i to najlepiej się sprawdza. Nie potrafię robić nic na siłę. Jestem bardzo emocjonalną osobą i u mnie wszystko musi wypływać z tak zwanej potrzeby serca.
Czytałam ostatnio wywiad z pewną pisarką, która nieco szydziła z natchnień i przypływów weny, twierdząc, że wszystko opiera się na warsztacie i systematycznej pracy. Dla mnie wygląda to zupełnie inaczej. To właśnie kapryśne i ulotne natchnienia (jakkolwiek patetycznie by to brzmiało) są najważniejsze. Gdy przychodzą, potrafię w kilka tygodni stworzyć całą powieść. Gdy ich nie ma, miesiącami nie piszę.
To znaczy – nie piszę powieści. Zajmuję się wtedy czym innym – blogiem, pisaniem bajek dla dzieci i innymi formami twórczości. Bo bez tworzenia żyć nie potrafię.

10. Czy szykują się kolejne książki Pani autorstwa?
Tak, jak najbardziej.  Następna powieść będzie „zimowa”, ponieważ kontynuuję rozpoczęty „Wiosną po wiedeńsku” cykl książek ściśle związanych z daną porą roku. Pracuję też nad przygodami pewnego sympatycznego zwierzątka, czyli bajką dla dzieci.

11. Co zmieniło w Pani życiu wydanie własnej książki? Czy ten fakt coś zmienił w Pani?
Tak, jak już kiedyś powiedziałam – zmieniło zarówno wiele, jak i niewiele. W moim życiu codziennym nie nastąpiła żadna rewolucja. Ale poprzez wydanie „Wiosny…” spełniło się ostatnie z moich wielkich życiowych marzeń, więc wewnętrznie, emocjonalnie, na pewno zmiana jest ogromna.

12. Jak się Pani mieszka w Bukowinie?
Na to pytanie mogłabym odpowiadać godzinami. Jest tak wiele aspektów, że nie sposób ich wszystkich zawrzeć w kilku zdaniach. Na pewno moje podejście do tego miejsca bardzo się zmieniło na przestrzeni czasu. Z początku przeprowadzkę do Bukowiny traktowałam jako chwilową przygodę, później, jako przymusowe zesłanie. Teraz, po latach, doceniam to miejsce, wrosłam w nie, dostrzegam coraz więcej plusów. Szczególnie odkąd powstał mój blog (matkanaszczycie.pl). To on w dużej mierze przyczynił się do tego, że zaczęłam dostrzegać uroki „Szczytu”.
Mieszkanie w górach, a szczególnie – tak, jak jest to w naszym przypadku – w miejscu bardziej odosobnionym i trudniej dostępnym – nie jest łatwe. Zima bywa dla mnie koszmarem - problemy z dojazdem, odcięcie od świata, monotonia… Długi czas nóż w kieszeni otwierał mi się na słowa rzucane przez znajomych – „ale Wam tu fajnie!”. Myślałam: „pomieszkaj sobie tu przez zimę i zobaczymy, czy tak fajnie”. Teraz nie robi już to na mnie wrażenia. Przyzwyczaiłam się. Zaakceptowałam minusy, doceniłam plusy. Moja miastowa natura powoli odpuściła. 

Kieruję serdeczne podziękowania wydawnictwu Janka, które przekazało mi tą wspaniałą książkę, która zostanie mi w pamięci na bardzo długo, a może i na zawsze... Kto wie? :)


Misia.
OCENA KSIĄŻKI:  6

#Łaciata recenzja ~ 29

"Książka bez sensu" - Alfie Deyes



   O "Książce bez sensu" nie można dużo mówić, gdyż to jest książka, którą trzeba po prostu pokazać!
   Jako recenzent zwrócę uwagę na to, że przy tej książce nie można się nudzić! Każdy może wykonać ją tak, jak chce, sam bądź też z przyjacielem czy całą rodziną.
   Jeżeli nudzisz się w wakacje, to coś dla Ciebie!
   Pokażę Wam dzisiaj rezultat mojej pracy z polską wersją "The pointless book" i mam nadzieję, że Wy udostępnicie mi zdjęcia swoich książek, jeśli je zakupicie, do czego serdecznie zachęcam!
    Może wielu z Was powie, iż to kopia "Zniszcz ten dziennik", lecz uwierzcie mi, że obydwie różnią się od siebie! 
   Podziwiam Alfiego za to, że potrafił stworzyć książkę o tak niezachęcającym tytule! Haha! Ja osobiście nie miałabym pomysłu na takie dzieło, więc stawiam przy tym autorze łaciatego plusa!
   Jako, że nie miałam okazji tworzyć i pracować w "Zniszcz ten dziennik" to "Książka bez sensu" była wielką rekompensatą za tamtą stratę!
    Polecam znudzonym! Weźcie się wreszcie do roboty! :)








   Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Insignis! :)


Misia.
OCENA KSIĄŻKI:  5

poniedziałek, 13 lipca 2015

#KrówkaPokazujeOkładkę

"Uniwersum Metro 2033: Otchłań" - Robert J. Szmidt


„Uniwersum Metro 2033: Otchłań” Roberta J. Szmidta – prezentujemy okładkę!

   27 sierpnia do księgarń trafi druga polska powieść serii Uniwersum Metro 2033 Dmitrija Glukhovsky’ego – „Otchłań” Roberta J. Szmidta. Już dziś prezentujemy jej okładkę, przygotowaną przez ilustratora oryginalnego cyklu, Ilję Jackiewicza. Okładka powieści, której akcja rozgrywa się w zniszczonym w wyniku konfliktu atomowego Wrocławiu, przedstawia głównego bohatera, Nauczyciela – ostatniego z tzw. Pamiętających (ludzi, którzy żyli przed wojną). W tle zaś widnieje cel jego wędrówki – widoczny z każdego punktu miasta, owiany legendami budynek zwany Fallusem, zamieszkany ponoć przez jedną z najstabilniejszych, najsilniejszych enklaw. To tam Nauczyciel chce zabrać swojego głuchoniemego syna, by ocalić go przed śmiercią. Droga do odległego o kilkanaście kilometrów celu nie będzie jednak łatwa.

   To już druga (po „Dzielnicy obiecanej”) okładka stworzona przez Ilję Jackiewicza specjalnie dla polskiej powieści Uniwersum Metro 2033. Ten utalentowany rosyjski ilustrator, grafik i artysta multimedialny, znany jest zresztą nie tylko z okładek Uniwersum Metro 2033. To on jest autorem ikonicznej już okładki powieści FUTU.RE Dmitrija Glukhovsky’ego. Na zamówienie wydawnictwa Insignis stworzył też okładki do „Łez Diabła” Magdy Kozak i „Szczurów Wrocławia” Roberta J. Szmidta. Ilja Jackiewicz odpowiada również za oprawę graficzną najnowszej powieści Glukhovsky’ego – „Metro 2035” (jesienią br. w Polsce). 

   Kolejne "must have" krówki! Te wakacje zapowiadają się coraz lepiej! :)

Misia.

#Łaciata informacja prasowa!

Anne Bishop - Srebrzyste Wizje 

( INNI TOM III)






Tytuł: Srebrzyste wizje, Inni – tom trzeci

autor: Anne Bishop

wydawnictwo: INITIUM

oprawa: miękka ze skrzydełkami

liczba stron: 512

premiera: 05-06-2015

e-book: tak

Inni uwolnili więzione przez ludzi cassandra sangue, nie zdając sobie sprawy z tego, jak poważne konsekwencje będzie to miało dla wieszczek. Tym delikatnym istotom grozi teraz podwójne niebezpieczeństwo – ze strony ludzi, którzy dla swoich niecnych celów chcą kontrolować ich przepowiednie, ale też ze strony ich samych. W tej sytuacji Simon Wilcza Straż, zmiennokształtny przywódca Innych, zmuszony jest prosić o pomoc Meg Corbyn, wystawiając ją na wielkie ryzyko.

Meg nadal walczy z uzależnieniem od euforii, która pojawia się przy wygłaszaniu przepowiedni. Wie, że za każdym razem, gdy sięga po brzytwę, igra ze śmiercią, jednak jej wizje są dla Simona jedyną szansą na rozwiązanie konfliktu. Wrogowie Innych za Atlantikiem rosną w siłę, a działania fanatycznego ruchu w Thaisii zaczynają zagrażać Dziedzińcowi.
Fragmenty recenzji
Szykujcie się na wspaniałą przygodę! Czas ponownie odwiedzić Namid, fantastyczny świat stworzony przez Anne Bishop, i poznać dalsze losy niezwykłych bohaterów. Przed Wami następny tom nowego cyklu opowiadającego o alternatywnej Ziemi zamieszkanej przez wyjątkowe istoty. Bishop po raz kolejny sprawia, że oczekiwanie na ich dalsze perypetie jest dla czytelnika największą próbą!
-       RT Book Reviews

W kolejnym tomie Bishop opowiada o tym wszystkim, co ukochałam w jej nowym cyklu. Nie zmieniłabym w tej książce ani słowa i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Jeśli lubicie mroczne fantazje i starannie skonstruowane światy, jej powieści są właśnie dla was!
– bibliophiliaplease.com

Bishop ponownie zabrała mnie w podróż tak wciągającą, że z żalem przeczytałam ostatnią stronę.
-       smexybooks.com

Anne Bishop − autorka bestsellerów docenianych przez „New York Timesa”. Laureatka nagrody Williama L. Crawforda Memorial Fantasy Awards, przyznanej za trylogię Czarne Kamienie przez Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Fantastyki w Sztuce. Mieszka i tworzy w Nowym Jorku.

   Nie mogę się doczekać momentu, gdy będę trzymać w dłoniach te 512 stron błogiego szczęścia zamkniętego pod okładką! :)
#WaitingforSrebrzysteWizjeAnneBishop!

Misia.

#Łaciata recenzja ~ 28

Jasper Ffordie - "Pieśń Kwarkostwora"



   Przedstawiam Wam "Pieśń Kwarkostwora" Jaspera Fforde, która po prostu podbiła mi serce!

   Jak stwierdziłam, jest to książka przeznaczona w dużej mierze dla nieco młodszych ode mnie, ale nie żałuję, że ją przeczytałam! Absolutnie nie!

   Powieść Jaspera Fforde była miłą odskocznią od problemów, które ostatnio na mnie spadły i od pracy, którą przyszło mi wykonywać. Polecam tą książkę wszystkim, którzy chcą na momencik zniknąć z kuli ziemskiej i pojawić się w innym świecie wśród nowych, nieznanych postaci. 

   Od początku książki kibicowałam zaciekle Perkinsowi oraz Jennifer i miałam nadzieję, że ich randka w końcu dojdzie do skutku... A czy doszła? Cóż... musicie przeczytać książkę, nie zabiorę Wam tej satysfakcji.

   Jennifer to bardzo przykładna postać i uważam, że ta książka jak najbardziej nadaje się na historię dla dzieci, ponieważ uczy tego, że nie powinno schodzić z raz obranej drogi, jeśli jest ona dobra. Pokazuje siłę przyjaźni oraz to, jak niektórzy potrafią mieć silne poczucie obowiązku. 

   Podziwiam wyobraźnię autora i płynność z jaką piszę, bo język jest wspaniały - łatwy do zrozumienia, porywający i delikatny. W "Pieśni Kwarkostwora" nie znajdziecie żadnych wulgaryzmów! 

   Na temat fabuły wypowiem się dosyć krótko...
   Była ona wciągająca, sceny często zmieniały się, a rozdziały przemykały zbyt szybko. Ta powieść fantasy trzymała mnie w napięciu do samego końca - do ostatniej linijki rozdziału i budziła we mnie wielkie czasem totalnie skrajne emocje.
   Dlatego twierdzę, że jest to dobra książka! Bo dobra książka sprawia, że czytelnik reaguje, a nie jest obojętny i taka właśnie jest "Pieśń Kwarkostwora" Jaspera Fforde! 

   Jeszcze raz serdecznie polecam wszystkim dzieciom, a nawet osobom w moim wieku, które będą mogły powrócić na chwilę do tej pięknej, czarującej, lekkiej dziecięcej literatury! :)
   Książka odpowiednia na wakacje!
   Dziękuję serdecznie wydawnictw Sine Qua Non za przekazanie mi jej i podzielenie się z Wami moją opinią. :)

"Odwróciłam się w stronę windy. Za mną stał Perkins. 
- Przepraszam, ale to Tralfamozaur...czy nie będziesz się gniewał, jeśli...
Uśmiechnął się.
- Idź. Nie wycofujesz się jednak, co?
- Mamy mnóstwo czasu - odparłam z uśmiechem - całe życie. Mam nadzieję."


Misia.
OCENA KSIĄŻKI: 5